Śmierć maturzysty, która wstrząsnęła dyktaturą: Tragedia Grzegorza Przemyka
Śmierć maturzysty, która wstrząsnęła dyktaturą: Tragedia Grzegorza Przemyka Warszawa w maju 1983 roku była miastem dusznych paradoksów, zawieszonym w dziwnym letargu między formalnym zawieszeniem stanu wojennego, a niepewną nadzieją na czerwcową pielgrzymkę Jana Pawła II. Ulice stolicy, wciąż patrolowane przez milicyjne suki, nosiły w sobie pamięć dawnych zbrodni i świeżych upokorzeń. Paradoksalnie, ten majowy czas zawsze budził w warszawiakach lęk – starsi mieszkańcy wciąż pamiętali noc z 12 na 13 maja 1943 roku, gdy sowieckie lotnictwo w „zemście Stalina” obracało miasto w gruzy. Czterdzieści lat później, w maju 1983 roku, śmierć znów przyszła nieoczekiwanie, ale tym razem nie z nieba, lecz z rąk funkcjonariuszy formacji, która w teorii miała stać na straży porządku. Tragedia niespełna 19-letniego Grzegorza Przemyka, maturzysty z Liceum im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, stała się dla całego pokolenia bolesnym egzaminem dojrzałości, a dla dogorywającej dyktatury – początkiem końca moralnego panowania nad narodem. 12 maja na Jezuickiej: Kronika bestialstwa Kronika wydarzeń z 12 maja 1983 roku to zapis metodycznego sadyzmu. Grzegorz Przemyk, świętujący z kolegami zdaną maturę, został zatrzymany na placu Zamkowym i przewieziony do komisariatu przy ul. Jezuickiej. Ściany tego budynku stały się niemymi świadkami katowania, które – wedle relacji świadka, Cezarego Filozofa – było prowadzone z przerażającą […]